W tym roku udało nam się wyrwać na krótki czterodniowy urlop do Grecji. Chciało nam się już po tak długiej przerwie spowodowanej pandemią pojechać gdzieś w ciepłe miejsce. Paradoksalnie, w czasie naszego urlopu do Polski przyszła fala strasznych upałów i na Krecie mieliśmy dwa stopnie niższą temperaturę. Ale na urlopie przecież nie chodzi tylko o temperaturę, a o klimat miejsca które się odwiedza.

Byliśmy już wcześniej na Krecie, wiec tym razem polecieliśmy do Heraklionu i postanowiliśmy odkryć nieznane nam miejsca. W dniu przylotu nie mieliśmy zbyt wiele czasu, wiec wybraliśmy się na mały rekonesans po okolicy, a przy okazji zamówiliśmy w wypożyczalni auto.

Pierwszego dnia urlopu ruszyliśmy na wschód w kierunku Agios Nikolaos, ale nie zawitaliśmy tam, bo już kiedyś zwiedzaliśmy to miasto. Pojechaliśmy odrobinę dalej na plażę Voulisma kawałek za miejscowością Istra. Plaża ta okazała się bardzo ładna – poleciła nam ją Pani z wypożyczalni samochodów – łagodnie opadające dno, ciepła dzięki temu woda i niestety sporo ludzi.

Wracając zwiedzaliśmy takie miejscowości jak Elounda, które ma piękny port i małą plażę. Z Eloundy można popłynąć na wyspę trędowatych Spinalongę, którą my oglądaliśmy z nabrzeża podczas powrotu do Gouves, gdzie mieszkaliśmy.

Ostatnim przystankiem była miejscowość Malia, z dużą ilością hoteli ale z pięknym widokiem z plaży na wyspę Afentis Christos, z piękną tradycyjną grecką kapliczką.