Przeskocz do treści

Dawno mnie tu nie było, a że zapłaciłem za przedłużenie domeny przezwizjer.pl postanowiłem nieco wrócić do fotografowania i dzielenia się z Wami obrazkami.
Okazja ku temu pojawiła się właściwie natychmiast, bo zdecydowaliśmy się na wyjazd na Kretę, na której byliśmy już kiedyś, bardzo dawno temu...

Nie będę się za bardzo rozpisywał, bo nie mam zamiaru pisać książki, ale chciałbym zawrzeć kilka podstawowych wiadomości i zostawić je dla czytających, a także dla siebie, kiedy znów za dekadę (lub szybciej) będę chciał pojechać na tę piękną grecką wyspę. Wycieczka zakupiona za pomocą portalu wakacje.pl, obsługiwało nas Exim Tours, lot rejsowym samolotem Ryanair z Wrocławia do Chani. Przy zakupie tego typu wycieczki warto zwrócić uwagę ile bagażu przysługuje podczas wykupu wycieczki, w naszym przypadku każdy mógł zabrać tylko 5kg podręcznego bagażu. Zdecydowaliśmy się zakupić możliwość bagażu rejestrowanego do 20kg w cenie 350 PLN, aby bez ograniczeń się pomieścić.

Hotel w miejscowości Georgioupoli, a właściwie na obrzeżach tego miasteczka, duży, posiadający w ofercie około 250 pokoi, w sąsiedztwie innych hotelowców, bardzo blisko głównej trasy biegnącej po północnej części wyspy.

Przybyliśmy na miejsce bardzo późno w nocy, więc udaliśmy się na kolację i spoczynek. Pogoda nas nie rozpieszczała, nie było tak ciepło jakbyśmy oczekiwali, a nad wyspę nadciągnęły bardzo silne wiatry. Rano po śniadaniu udaliśmy do wypożyczalni po samochód (125 euro/6dni, Hyundai i10) i wyruszyliśmy się na wycieczkę - z racji pogody pojechaliśmy do największego oceanarium na Krecie - Cretaquarium.

Po obejrzeniu ekspozycji udaliśmy się dosłownie na chwil kilka do Agios Nikolaos na przysłowiowe lody, ale pogoda skutecznie nas odstraszyła od dłuższego spaceru po tym urokliwym miasteczku.

W drodze powrotnej zatrzymywaliśmy się, gdy tylko za oknem pojawiał się jakiś ciekawy widoczek.

Tak minął nam pierwszy dzień urlopu. Prognozy pogody nie były optymistyczne na kolejne dni...

Aby dostać się do Amalfi, musieliśmy po śniadaniu podjechać hotelowym busikiem na wybrzeże Piazza della Concordia w Salerno (12km), z którego odpływały promy wycieczkowe. Bilety na prom można bez problemu zakupić na miejscu bez rezerwacji, koszt to 8E od dorosłego i 6E od dziecka. Czas trwania podróży około 35 minut. Prom płynie bezpośrednio z Salerno do Amalfi, posiada dwie kondygnacje, jedna na zewnątrz promu, skąd można podziwiać widoki, a druga pod pokładem, gdzie dla odmiany nie wieje. Tym samym promem można popłynąć do Positano, które jest mniej więcej dwa razy dalej (Salerno - Positano około 70min, 12E)

Po dopłynięciu do portu docelowego udaliśmy się bez planu w gąszcz uliczek kierując się generalnie "pod górę". Miasteczko jest typowo turystyczne, wypełnione straganami z pamiątkami oraz ze wszędobylskimi gadżetami związanymi z cytrynami. Od mydełek, po nalewki -wszędzie cytryny, na ręcznikach, koszulkach, kapeluszach.

Kiedy dotarliśmy do samej góry wróciliśmy do nabrzeża i udaliśmy się na południe wzdłuż wybrzeża. Amalfi to piękne miasteczko, które zachwyciło nas urokliwą architektura, tysiącem zakamarków i pięknymi widokami na zatokę.

Nie umiem opisać tego miejsca tak, aby Was zachęcić, nie nadaje się na autora przewodnika turystycznego, ale wrzucam sporo zdjęć, one z pewnością dadzą Wam pogląd jak piękne jest to miasteczko. Polecamy każdemu, kto jest w okolicy.

Port w Salerno o poranku

Dopływamy do Amalfi

Jeden z wielu wodopojów, przydawały się.

Ponownie port w Salerno przy Piazza della Concordia

Włosi są bardzo przyjaznym narodem i bardzo lubią dzieci.