Wiele lat temu, gdy miałem sporą zajawkę na fotografię w ramach eksperymentowania nabyłem filtr Hoya R72 do fotografii w podczerwieni. Teoretycznie niewiele wiedziałem, proces wytwórczy tego typu fotografii był wtedy skomplikowany, a efekty też były takie sobie – co dosyć szybko przełożyło się na schowanie filtra głęboko do szafy, a następnie jego sprzedaż.

Po wielu latach, kiedy już jestem troszkę mądrzejszy – temat powrócił i wszystko stało się jasne.. no przynajmniej jaśniejsze, bo zapoznałem się nieco z teorią. „Przed użyciem przeczytać instrukcję” chciałoby się spuentować.

I teraz troszkę teorii, nie za dużo i ogólnikami, żeby nie zanudzać. Wiec tak – nie zaczynamy zdania od „więc” – fale elektromagnetyczne to nie tylko to co widzi ludzkie oko, ale też poza widmem widzianym jest podczerwień i ultrafiolet i jak widać na powyższym diagramie jeszcze wiele innych. Ludzkie oko jest jest zbudowane tak, że umie „przechwycić” tylko wąskie pasmo określane jako światło widzialne (w postaci kolorów). Matryca aparatu fotograficznego jest jednak „lepsza” od ludzkiego oka i widzi więcej, ale dlatego że jest głównie używana do fotografii wymyślono, że pasmo rejestrowane przez matryce zostanie sztucznie zawężone do pasma widzialnego, analogicznie jak ludzkie oko. W tym celu przed matrycą światłoczułą umieszcza się szkiełko, filtr który odcina niechciane widmo jak podczerwień.

Wróćmy zatem do historii sprzed lat – dlaczego na starym aparacie po nakręceniu filtra IR mogłem robić zdjęcia w podczerwieni? Ano dlatego, że filtr przed matrycą nie jest doskonały i przepuszcza niewielką ilość światła podczerwonego do matrycy. Dlatego po nakręceniu filtra IR na zwykły aparat i przez bardzo długi czas ekspozycji jesteśmy w stanie zarejestrować widmo w podczerwieni na ujęciu. Taka kombinacja ma spore wady, które mnie zniechęciły do tej techniki. Po pierwsze po nakręceniu filtra IR niewiele przez niego widać, bo jest bardzo ciemny, przez co kadrowanie jest utrudnione – trzeba zdjęcie wykadrować, nakręcić filtr ustawić na statywie i cyknać fotkę, która naświetla się kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt sekund. Brzmi jak dramat, prawda ?

Minęło trochę czasu, ludzie przestali się bać dotykać palcami płyt CD i czyścić matryce szpatułkami. A właściwie już nie matryce, a filtry przed matrycą, co nie? Przestali się też bać rozkręcać aparaty i zaczęli modyfikować to i owo. Okazuje się, że jak się usunie sprzed matrycy filtr umieszczony przez producenta, to matryca widzi więcej – widzi tzw fullspectrum. Minusem tego rozwiązania jest fakt, że zdjęcie ma różowy zafarb.

Można temu zaradzić nakręcając na obiektyw filtr, który spełnia dokładnie takie samo zadanie jak ten fabrycznie umieszczony przez producenta przed matrycą i w ten sposób wrócimy do punktu wyjścia i aparatu, rejestrującego widmo widzialne. No dobra, ale co z tą podczerwienią ?

I teraz najlepsze, jeśli mamy zmodyfikowany aparat pod fullspectrum, nakręcimy na obiektyw filtr, który odcina wszystko za wyjątkiem podczerwieni – to możemy wykonywać zdjęcia tylko w tym spektrum światła. Różnica polega na tym, ze na matrycę dociera podczerwień z pełną siłą, a nie ograniczona przez fabryczny filtr. Co diametralnie wpływa na czas naświetlania zdjęcia i nie potrzebujemy już statywu i kilkunastu / kilkudziesięciu sekund, aby wykonać fotografię. Zdjęcie w zwykły słoneczny dzień wykonujemy bez problemu z ręki, co czyni te formę fotografii bardzo przystępną, sami przyznacie.

Na koniec tej wypowiedzi dwa słowa o kosztach jakie poniosłem aby móc robić takie zdjęcia. Aparat kupiłem używany z portalu aukcyjnego po taniości na przysłowiową próbę, za 109 PLN (Lumix DMC SZ-10). Do tego potrzebny był filtr IR – Green IR 720 za 49 PLN oraz tulejka do zamocowania filtra – koszt 10 PLN. Trzeba też pamiętać o tym, że akumulator w takim starociu nie będzie bardzo wydajny. Mój umożliwia wykonanie ok 50 zdjęć i potem umiera. Koszt nowego zamiennika to 19,90 PLN. Do tego wszystkiego trochę cyjanoakrylu żeby to podkładać do kupy i voila ! Jest i cieszy !