Przymierzałem się do zdjęć zachodu słońca już kilka dni, ale się nie układało. Wczoraj o mały włos też bym odpuścił. Przemogłem się jednak i otrzymałem nagrodę o jakiej mogłem tylko pomarzyć. Zupełnie bez planu na miejsce pleneru wsiadłem w samochód i wyruszyłem poza miasto. Po lewej stronie nieba lało, po prawej przebijały się powoli ostatnie promienie słońca. Wtem, po stronie deszczowej pojawiła się piękna tęcza. Postanowiłem ją złapać w jakiś przyzwoitych warunkach terenowych. Niestety zanim gdziekolwiek dotarłem, tęczy już nie było, ale za to niebo zaczynało się zabarwiać na pomarańczowo…. i czarno. Deszcz się zbliżał. Następne pół godziny było dynamiczne. Chmury, deszcz, szybka zmiana miejsca… i przepiękny kolorowy spektakl na niebie. A potem nagle zapadła ciemność.

Canon M50, 15-45 kit lens.